Warto marzyć!

A więc udało się! Tuż po naszym ślubie, jeszcze pełni emocji pojechaliśmy w naszą pierwszą podróż własnym kamperem. Przed siebie, w całkowicie nieznane. Nie mieliśmy pojęcia, co nas czeka, jak sobie będziemy radzić i co z tej podróży wyniesiemy. Jedno było pewne – wyruszamy tam razem. I już jako Małżeństwo. Ta świadomość sprawiała, że nasza ekscytacja ciągle wzrastała.

I jak w piosence Kwiat Jabłoni ft. Julia Pietrucha – Drogi proste

Nikt mnie nie uprzedzał, nie ostrzegał jak będzie. I nikt nie podał przyczyny Nikt nie powiedział słowa, lecz w ten dzień wystawiono mnie pod drzwi. Tobie niczego nie doradzę, nie znajdę podpowiedzi. Mogę na drogę poklepać Cię w ramię, popatrz do góry i lecisz.
Tylko raz powiedz tak, a zacznie się początek. Sam sobie dajesz znak, wybierasz drogi proste


Niepewność, która nam towarzyszyła była związana również z sytuacją epidemiologiczną na świecie. Nasz ślub był w okresie najostrzejszych restrykcji spowodowanych rozprzestrzenianiem się Covid. Z tego właśnie powodu nie mogliśmy zorganizować wesela. Cieszymy się ogromnie, że nie musieliśmy przekładać ślubu, ponieważ Sakrament Małżeństwa był dla nas najważniejszy. W związku z nakładanymi przez wszystkie państwa obostrzeniami, które ciągle się zmieniały, ciężko było dojść do rzetelnych i jednoznacznych informacji podawanych w mediach. Dlatego też wyjeżdżając do Włoch nie mieliśmy pewności, czy w ogóle uda nam się tam bez problemu wjechać albo czy po wjeździe nie zostaniemy poddani obowiązkowej kwarantannie. Będąc tego wszystkiego świadomi, zrobiliśmy testy na Covid i ruszyliśmy w stronę południa. Byliśmy mimo wszystko pełni nadziei, że nam się uda. Zanim wyjechaliśmy, musieliśmy pokonać parę przeciwności, które próbowały nas zniechęcić do drogi. Między innymi potrzebowaliśmy ogarnąć parę spraw formalnych po naszym ślubie, dotrzymać ważnych terminów, a także pojechać z kamperem do mechanika, ponieważ na nieszczęście zauważyliśmy mały wyciek. To wszystko rzeczywiście opóźniło nasz wyjazd o parę dni, ale wierzymy, że to też nie stało się bez powodu. Podczas robienia serwisu kampera (już będąc we Włoszech) dowiedzieliśmy się od innego kamperowicza, że od soboty przestały tam obowiązywać obostrzenia zakazujące kempingowania. A my wjechaliśmy do Włoch dokładnie w sobotę 🙂 Gdybyśmy wyjechali bez opóźnienia, pewnie mielibyśmy problemy.
Ponieważ na granicy nikt nas nie zatrzymał i nie dowiedzieliśmy się, co nas obowiązuje po wjeździe na teren Włoch, postanowiliśmy coś w tym kierunku jeszcze zrobić. Aby czuć się całkiem bezpiecznie, zaraz po przekroczeniu granicy udaliśmy się na najbliższy posterunek policji, by zapytać, czy mając negatywne wyniki testów na Covid, możemy legalnie przebywać na terenie Włoch. Z małymi trudnościami w komunikacji w języku angielskim, otrzymaliśmy zielone światło! Jedynie powiedziano nam, żebyśmy mieli przy sobie wyniki testów i w razie kontroli pokazali władzom. A więc szczęśliwi, ruszyliśmy w kierunku Toskanii!

Z drogi…

Dziś patrząc z perspektywy czasu na tę nasza wyprawę, jesteśmy z niej naprawdę dumni. Nie było w tym żadnego planu, żadnej kalkulacji, czy nam się to opłaca, czy nie. Natomiast była ona pełna szaleństwa, chęci zrobienia i odkrycia czegoś razem oraz pragnienia przygody, która nas czegoś nauczy. Trochę o sobie nawzajem, a trochę o świecie, który nas otacza. A ostatecznie otrzymaliśmy z niej o wiele więcej, niż byliśmy sobie w stanie wyobrazić.


Największą wartością było dla nas zdecydowanie to, że pierwszy miesiąc po naszym ślubie spędziliśmy tylko we dwoje, na małej przestrzeni kampera oraz z dala od spraw, które zostawiliśmy w Krakowie. To było piękne i bardzo potrzebne doświadczenie. Mogliśmy się tak prawdziwie ucieszyć oraz delektować tym, że odtąd będziemy ze sobą już do końca . Zasypianie i budzenie się razem, spędzanie ze sobą każdej chwili i poznawanie siebie w różnych, nie zawsze wygodnych warunkach, kiedy byliśmy zdani tylko na siebie, było dla nas wspaniałą nagrodą za czas oczekiwania. Jeszcze bardziej nas do siebie zbliżyło.

Jak w piosence Paulla – Od Dzis

Znalazłam Ciebie gdzieś na końcu świata
I wszystko już wiem
Szukałam całe dnie miesiące lata
I odnalazłam Cię
Już wiem że od dziś
Chcę dzielić z tobą wszystkie moje sny
Zasypiać i budzić się przy Tobie
Do końca swoich dni
A teraz kiedy jesteś przy mnie blisko
Nie muszę martwić się
Bo dzięki Tobie wiem że mam już wszystko
W dwóch słowach kocham Cię
Już wiem że od dziś
Chcę dzielić z tobą wszystkie moje sny
Zasypiać i budzić się przy Tobie
Do końca swoich dni

Niezwykle wartościowe było dla nas również to, że podjęliśmy to wyzwanie, tak jak chcieliśmy, mimo, iż przeciwności było dużo. Przede wszystkim czas był bardzo niepewny z powodu pandemii. Jak już wcześniej wspominałam, nie znaliśmy dokładnie obowiązujących obostrzeń. Nie wiedzieliśmy, co nas czeka we Włoszech, jacy są Włosi oraz w jaki sposób zostaniemy przyjęci. Nie mieliśmy pojęcia, jak będzie sprawował się nasz nowo kupiony kamper, gdyż to była nasza pierwsza podróż nim. Nie licząc oczywiście drogi na ślub 🙂 Nie zdawaliśmy sobie również sprawy, jakie trudności między nami mogą nas spotkać tyle tysięcy kilometrów od domu, w sytuacji braku przestrzeni na zaszycie się w oddzielnym mieszkaniu. A jednak wyruszyliśmy w nieznane. I jesteśmy przekonani, że warto było zaryzykować!

By zrozumieć jeszcze pełniej moje przesłanie, polecam piosenkę Zaryzykuj Mnie · Monika Rowinska · Robert Rozmus · Zespół Teatru Muzycznego ROMA

„(…)Zaryzykuj mnie
Zaryzykuj mnie
Chodźmy na tańce
Chodźmy na spacer
Cokolwiek byle razem
Tyle jest muzyki
Warto rozmawiać
Poznajmy się nawzajem
Tyle w sobie mam
Ja fantazji pole dam
Kiedy widzę nas sam na sam
To magia(…)”

Dzięki tej podróży po raz kolejny udowodniliśmy sobie, że naprawdę warto się nie poddawać. Bardzo pragnęliśmy mieć wesele po naszym ślubie. Uwielbiamy się bawić, zawsze na imprezach schodzimy jako jedni z ostatnich z parkietu. Poza tym chcieliśmy bardzo dzielić radość z naszego ślubu z innymi przy wspólnym stole oraz parkiecie. Niestety obostrzenia nam na to nie pozwoliły i mieliśmy tylko ślub. Było dla nas jasne, że nie będziemy przekładać, bo Sakrament był dla nas najważniejszy. Było nam przykro z tego powodu, ale nie przeszkodziło to naszej ogromnej radości z tego dnia. Postanowiliśmy, że skoro nie mieliśmy imprezy, będziemy robić wszystko, żeby nasza wymarzona podróż poślubna nie ucierpiała. Bardzo tego pragnąc, dużo też się o to modliliśmy. I jak widać, udało się. I było jeszcze lepiej niż w najśmielszych naszych oczekiwaniach. To nas uczy, że nigdy nie można tracić nadziei, nawet jak wszystko krzyczy, że coś realnie nie ma prawa się udać. Trzeba przyjmować, to co nas spotyka z pokorą, nie tracąc radości z tego, co mamy. Aby nie stracić z oczu tego, co jeszcze możemy otrzymać.

Bo ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy! Marek Grechuta- Dni których nie znamy

Jak pisał Ksiądz Jan Twardowski w swoim wierszu „Kiedy mówisz” „Kiedy Bóg drzwi zamyka – to otwiera okno”. Czasem trudno mi zrozumieć, dlaczego nie otrzymuję czegoś, czego pragnę, a co wydaje się być dobrym. Ja miewam tak bardzo często. I mam wtedy dwa wyjścia. Mogę złościć się i próbować dojść do tego, czemu tak się dzieje. Niestety najczęściej bezskutecznie. A mogę też próbować przyjąć, to co się dzieje nie tak jak bym chciała, nie przestając marzyć i dążyć do swoich pragnień, mając oczy otwarte dookoła głowy. Nigdy nie wiadomo, gdzie mi otworzą, gdzie kołatałam. Ja wiele razy doświadczyłam, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Oraz tego, że sens tego wszystkiego jest tajemnicą. I choć po ludzku często ciężko mi to przyjąć, niech tak pozostanie.

A więc cieszmy się z małych rzeczy!

Sylwia Grzeszczak – Male Rzeczy


Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑