Święta, święta, a po świętach… Gozo :)

To już drugie nasze święta Bożego Narodzenia w Małżeństwie, a piąte w naszym związku! I tu musimy się pochwalić niemałymi postępami! Na święta zawsze staramy się odwiedzić jednych i drugich rodziców. Mamy do nich taka samą odległość z Krakowa – 250 km. tu i tu. Sprawiedliwie 🙂 W tym roku dodatkowo chcieliśmy świątecznie spotkać się z rodziną z Ukrainy, której pomagamy oraz z którą się zaprzyjaźniliśmy. Dostałam od nich na święta przepiękną ukraińską haftowaną bluzkę ludową. Bardzo mi się podoba! I kolor i rozmiar pasują na mnie idealnie. Poniżej zdjęcie.

Na święta do rodziny nigdy nie przyjeżdżamy z pustymi rękami, zawsze coś przygotowujemy i przywozimy na stół. W tym roku zrobiliśmy uszka z kapustą i grzybami, pierniczki udekorowane lukrem, chleb i deser tiramisu. Zostaliśmy wyniesieni pod niebiosa przez rodzinę. Muszę przyznać, że za pierwszym razem, kiedy robiliśmy uszka, były to wieeelkie uuucha 🙂 Wyszły wtedy ogromne, niekształtne, natomiast oczywiście w smaku bardzo dobre. A teraz były po prostu idealne! Ciasteczka również podskoczyły poziom wyżej. Raz, że zrobiliśmy ich znacznie więcej, a dwa, że dekoracje też były o wiele bardziej dokładne oraz piękniejsze. Chleb jest już naszą specjalnością, o którą szczególnie moja rodzina się upomina, a tiramisu stało się odkryciem w tym roku. Na to wszystko na pewno złożyło się w dużym stopniu, że mieliśmy więcej czasu na przygotowania. Między innymi dzięki temu, że nie pracuję zawodowo i częścią rzeczy mogłam się zająć, kiedy Sebastian był w pracy. Oczywiście ile tylko mógł, mi pomagał. Muszę go też bardzo pochwalić. Bowiem mój wspaniały Mąż uratował mnie, kiedy na koniec ozdabiania ogromnej ilości pierniczków, napuchły mi palce od wyciskania lukru z tubek. I kiedy zastał mnie w salonie leżącą z wyciągniętymi i odpoczywającymi dłońmi, bez wahania sam powiedział, że dokończy malowanie ostatniej partii ciasteczek. Mimo tego, że akurat nie lubi tego zajęcia. Kochany! Takie gesty mnie bardzo rozczulają. Niestety nie zrobiliśmy zdjęć wszystkim naszym wyrobom. Mamy tylko zdjęcie części pierniczków.

W tym roku idealna też okazała się nasza choinka! Cieszymy się z niej ogromnie, ponieważ to też jest nasz kolejny mały postęp 🙂 Trzeba zacząć od tego, że mi zawsze marzyła się żywa choinka. Sebastian miał na ten temat inne zdanie. Na początku uważał, że nie jest ona w ogóle potrzebna, a gdy udało się go przekonać, uparł się, że jeśli już – to ma być ona sztuczna. Na szczęście ja jako kobieta mam swoje sposoby i udało mi się go namówić, żeby spróbował kupić żywą choinkę, a jeśli mu się nie spodoba, następnym razem kupimy sztuczną. Efekt był taki, że zachwycił się i jeszcze mi podziękował. Doceniam to bardzo, ponieważ wiem, że dla mężczyzny przyznanie racji żonie nie jest takie oczywiste. Na szczęście ja mam bardzo mądrego męża. Ogromnie zachwycamy się naszą tegoroczną choinką. W tamtym roku zamawialiśmy świąteczne drzewko przez internet i nie mieliśmy możliwości wyboru, co poskutkowało tym, że było ono trochę krzywe, bardzo mocno leciały z niego igły i dosyć szybko nam zwiędło. W tym roku Sebastian pojechał sam wybrać choinkę i przywiózł naprawdę przepiękne drzewko. A od kiedy ją przystroiliśmy, nie możemy się nacieszyć klimatem, jaki tworzy u nas w mieszkaniu. Śmiejemy się, że brak łańcucha z powodu wykupienia prawie wszystkich ozdób świątecznych ze sklepów w tygodniu przed świętami, stał się już chyba naszą tradycją. Natomiast i tak wygląda cudownie! Poniżej zdjęcie!

W ramach przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia przygotowywaliśmy Szlachetną Paczkę dla rodziny. Dla tych co nie spotkali się z tą piękna akcją, podaję link: Szlachetna Paczka. Tym razem miałam natchnienie, by zaprosić do tego przedsięwzięcia naszą Wspólnotę Ziemia Boga. W tamtym roku przygotowywaliśmy paczkę sami z Sebastianem. Przeciwności było dużo, ponieważ złapał nas Covid tuż przed finałem. Na szczęście dzięki pomocy przyjaciół i sąsiadów udało się wszystko zrealizować tak, że wybrana przez nas rodzina dostała paczkę w odpowiednim czasie. I w tym roku nie zabrakło wrażeń. Pan, dla którego zaczęliśmy już przygotowywać pomoc, nagle zmarł. Dla wszystkich było to zaskoczenie. Był schorowany i mieszkał w ciężkich warunkach, ale miał dopiero 55 lat i nic nie wskazywało, że może w najbliższym czasie umrzeć. Ostatecznie przygotowaliśmy paczkę dla starszej, samotnej pani. Na początku obawiałam się, że nie uda nam się przygotować tak okazałej paczki, jak sobie wyobrażałam, natomiast na sam koniec okazało się, że paczka przerosła wszelkie moje oczekiwania. Obdarowana pani była wzruszona ilością produktów, dbałością o szczegóły i włożonym w jej przygotowanie sercem. Łącznie przekazaliśmy 13 paczek.

To naprawdę piękne, hojne i bezinteresowne działanie Wspólnoty, które mogłam w tym roku koordynować. Jestem ogromnie wdzięczna wszystkim osobom, które zaangażowały się w Szlachetna Paczkę. Począwszy od udostępnienia sali, organizację, zakupy, a także spontaniczną pomoc w pakowaniu!

A teraz o naszym urlopie poświątecznym. Odkąd tylko jesteśmy razem, po bożonarodzeniowym czasie spędzonym z naszymi rodzinami, zawsze wybieramy się na urlop i wspólnie gdzieś wyjeżdżamy, wracając po święcie Trzech Króli. W tamtym roku byliśmy kamperem w Toskanii. W tym roku również planowaliśmy w ten sposób gdzieś się wyrwać. Nie mieliśmy jeszcze sprecyzowanego miejsca, byle gdzieś na południe. Tam, gdzie choć trochę więcej słońca. Natomiast przypomniało nam się (całe szczęście!), że dostaliśmy od znajomych z Sebastiana pracy na nasz ślub bon podarunkowy do wykorzystania w biurze podróży na niemałą kwotę pieniędzy. I stwierdziliśmy, że jest to ostatnia szansa, by go wykorzystać. Z bólem serca pożegnaliśmy plany kamperowe i zabraliśmy się za przeglądanie ofert, które są dostępne w tym biurze podróży. Jest to dla nas coś nowego, ponieważ nigdy w ten sposób nie podróżowaliśmy. Zawsze organizowaliśmy sobie wyjazdy na własną rękę lub wyjeżdżaliśmy całkiem na dziko. Pierwszą ofertą, na którą się napaliliśmy, była podróż do Maroko. Spodobało nam się, że będzie tam coś innego niż dotychczas widzieliśmy. Zarówno kulturowo, jak i krajobrazowo. Ja miałam też wielką radość, że jest to jakiś przedsionek mojej wymarzonej Afryki. Niestety do wjazdu do tego państwa potrzebny jest ważny paszport, którego ja po zmianie nazwiska po ślubie nie wymieniłam. Natomiast i to nie stanowiło dla nas problemu. Następnego dnia poleciałam do urzędu i złożyłam podanie o wydanie nowego paszportu wraz z wnioskiem o przyspieszenie procedury. Będąc przy okienku wykorzystałam wszystkie możliwości swojego sprytu i uroku osobistego. Sebastian mnie trochę podpuścił, ponieważ on parę lat temu zrobił bardzo skutecznie tak samo, kiedy chciał wjechać służbowo do Rosji. I w moim przypadku się udało. Kolejnego dnia paszport był gotowy do odbioru. Niestety ktoś nas uprzedził i wykupił ofertę. Było nam bardzo szkoda, ale nie poddając się zaczęliśmy poszukiwania naszego miejsca na podróż od nowa. Padło na Maltę, a konkretnie Wyspę Gozo. Hotel zdaje się być bardzo urokliwy, w klimacie maltańskim. W opiniach wielokrotnie czytaliśmy bardzo pozytywne opinie o nim oraz, że jest to „miejsce z duszą”. Wyspa sama w sobie nie jest bardzo turystycznym miejscem, co nam bardzo odpowiada. Przeczytaliśmy, że można tam urządzić sobie wiele pieszych wędrówek podziwiając maltańską architekturę oraz wybrzeża z majestatycznymi klifami. Bardzo łatwo też dostać się na Maltę, także mamy nadzieję, że oprócz odpoczywania w hotelu będziemy mieć tam co robić, doświadczając nowo poznanej tam kultury. I będę pierwszy raz lecieć samolotem, czego nie ukrywam trochę się boję. Na szczęście lot nie będzie długi, Mąż będzie siedział obok mnie, a miejsce przy oknie zajmie mnie pięknymi widokami, że nie będzie czasu na strach. Cudownie jest robić coś pierwszy raz w Małżeństwie, prawda Kochanie? 🙂 Końcówka tego roku jest dla nas też trudnym czasem osobistym związanym z naszym zdrowiem, z naszymi pragnieniami oraz planami. Dlatego tym bardziej cieszymy się na ten czas i nie możemy doczekać, kiedy zostawimy nasze sprawy dnia codziennego, troski, problemy, trudności i odetchniemy delektując się naszym Małżeństwem, piękną przyrodą i tym, czym zostaliśmy obdarowani. Ja nieustannie doświadczam, jak wielka to łaska być z osobą, która mnie rozumie, czuje tak samo jak ja i mnie wspiera. Wtedy wokoło nas mogą dziać się różne rzeczy, ale my poprzez naszą relację, możemy się od tego wszystkiego zdystansować i być ponad tym. Bo cokolwiek się dzieje, jesteśmy w tym razem. Może dzięki temu wyjazdowi jeszcze bardziej docenimy, to co mamy. Niech to będzie piękny, wspólny i odkrywczy czas wakacji, który pozwoli nam nabrać sił, by z jeszcze większą wiarą i ufnością, że nad naszą wspólną drogą czuwa Ktoś od nas większy i mądrzejszy, wejść w nowy rok.

I oczywiście nie może zabraknąć piosenki:

Adry & Natural Dread Killaz – Na Wakacje

Na koniec podzielę się jeszcze paroma refleksjami nad tym świątecznym czasem.


„Święta to czas z potencjałem serdeczności i wzajemności, a często kojarzony z przytłoczeniem i napięciem” – cytuję moją przyjaciółkę. Czy zgodzicie się z tym ? Myślę, że chyba ciężko temu zaprzeczyć. Z jednej strony to takie piękne święta, kiedy najpierw przygotowujemy swoje serca, swoje domy na radosne obchodzenie narodzin Bożej Dzieciny, a potem wspólnie z najbliższymi świętujemy. Jeszcze jak do tego dojdzie piękna oprawa tego czasu, czyli dekoracje, światełka, prezenty i tradycyjne kolędy – nie sposób się nie zachwycić. Ja uwielbiam ten czas, jest w nim jakaś magia. Mocno wierzę też w moc pojednania poprzez dzielenie się świętym opłatkiem. Natomiast nie da się ukryć, że czas ten wiąże się również z mniej pozytywnymi przeżyciami. Nie każdy przecież ma z kim spędzić ten szczególny czas i tak wielu pozostaje tego wieczoru samotnymi. Czasem relacje z najbliższymi są okaleczone i spotkania w świątecznym nastroju nie należą do najłatwiejszych. Nierzadko też w wielu domach dochodzi tego dnia do sporów, demonstracji swoich poglądów, a także niestety nadużycia alkoholu. I pośród tego wszystkiego rodzi się nasz Zbawiciel. Wtedy chciałoby się zapytać, to gdzie On jest ? Czemu na to pozwala ? Przecież mogłoby być tak pięknie ?! Myśląc o tym wszystkim od razu pojawia mi się w sercu moja ulubiona kolęda, która ma dla mnie niezwykle prawdziwe i piękne przesłanie Bożego Narodzenia, które bardzo pomaga mi w pełni przeżywać Tajemnicę tych świąt.

Janek Traczyk – Nie było miejsca

Cóż, kiedy Jezus się rodził w Betlejem, działo się to również w biedzie oraz w wielkim ubóstwie, a także przy odrzuceniu. Nie było też łatwo i przyjemnie. A jednak ostatecznie te narodziny przyniosły światu Zbawienie. I może tak jest też dzieje się w naszym życiu. Może trzeba, by Boże Narodzenie było pośród tych naszych trudów i problemów. Może tylko wtedy człowiek jest w stanie dostrzec inną perspektywę i otworzyć swoje serce na przemianę. Kochani, życzę Wam wszystkim, by Boże Narodzenie w Waszych sercach było codziennie!

„…Zawsze, kiedy rozpoznajesz
w pokorze, jak bardzo znikome
są twoje możliwości
i jak wielka jest
twoja słabość,
jest Boże Narodzenie…”


św. Matka Teresa z Kalkuty

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑