Zbliżając się do marzeń..

Pamiętacie wpis o marzeniach ? Jeśli nie, to warto wrócić do niego, bo będę się do niego odnosić. Była tam mowa o tym, że warto marzyć, a więc my z Sebastianem marzymy, rozmawiamy o tych marzeniach i staramy się je realizować. A przede wszystkim wspieramy się w tym oraz pomagamy sobie nawzajem. Często u nas dzieje się tak, że Mąż motywuje mnie, by urzeczywistnić któreś z moich marzeń, a ja jego. I to bardzo doceniamy w naszej relacji.

Motor

Otóż okazuje się, że Sebastiana marzeniem motoryzacyjnym od czasów dzieciństwa nie był tylko Jeep, a także motocykl. Ponoć już jako dzieciak z kolegami, kiedy nikt nie widział, odpalali dwukołowy pojazd któregoś z rodziców i jeździli po wsi. Jakież to było zuchwałe i nieodpowiedzialne! Ile razy słyszałam tę historię, tyle razy przechodziły mnie ciarki na myśl, o tym, do czego to mogło doprowadzić. Ale cóż, jak to mówią „młodość ma swoje prawa”. W każdym razie temat motocyklu, co jakiś czas do nas wraca. Sebastian bardzo by chciał nim jeździć, nie tylko ze względu na swoje zamiłowanie do motoryzacji, ale także z powodów praktycznych. Jazda motocyklem w dużym mieście, jakim jest Kraków, w którym mieszkamy, znacznie ułatwia poruszanie się podczas, gdy samochody osobowe nierzadko stoją w ogromnych korkach. Jest to zmora dużych aglomeracji i niestety nie da się nic z tym zrobić. Natomiast jadąc motocyklem jesteśmy w stanie prześlizgnąć się niemalże wszędzie, zostawiając przedłużające się korki za sobą. Ponadto kuszące jest też to, że zabierając ten dwukołowy pojazd ze sobą w podróż kamperem, mielibyśmy łatwiejszy dostęp do różnych miejsc, które chcielibyśmy zobaczyć. Moglibyśmy wówczas zaparkować nasz dom na kółkach w bezpiecznym miejscu lub na dzikiej miejscówce, a przesiąść się w motocykl i eksplorować okolice, nie musząc mieć w głowie tego, że musimy na koniec dnia szukać miejscówki na nocleg. O zmroku jest to bardzo trudne z uwagi na słabą widoczność, ale także na nasze zmęczenie i mniejszą czujność. Zaoszczędziłoby nam to również stresu, czy możemy w daną ulicę wjechać kamperem czy nie. Bowiem wiele razy podróżując kamperem zderzyliśmy się ze ścianą, kiedy nie mogliśmy w wielu miejscach wjechać ze względu na coraz częściej pojawiające się w Europie znaki zakazu wjazdu dla pojazdów kempingowych. A więc temat motocyklu w naszym małżeństwie wraca. Jednak póki co bez rezultatu, ponieważ mimo wielu zalet posiadania go, jestem jego wielką przeciwniczką. Przede wszystkim dlatego, że się boję, gdyż w moich oczach jest to bardzo niebezpieczny środek transportu. W drodze jest się całkowicie odsłoniętym. Nie chroni nas gruba zabudowa auta, nie ma poduszek powietrznych, pasów ani fotela, który trzyma nas w ryzach. Także łatwo zahaczyć o inne auta oraz jest duża pokusa, by osiągać podczas jazdy większą prędkość. Ponadto nawet jadąc poprawnie, wystarczy jeden błąd innego kierowcy na drodze, żeby stracić życie. Mnie ten wiatr we włosach zupełnie nie pociąga. Nie jest też to wymysł mojej wyobraźni, ponieważ miałam okazję parę razy jeździć motocyklem jako pasażer i nie wspominam tego czasu dobrze. Zapamiętałam to tak, że przez większość czasu miałam zamknięte oczy i zaciśnięte ze stresu zęby. Bardzo niekomfortowe były dla mnie zakręty, gdyż musieliśmy pochylać się do ulicy, wykonując manewr. Mimo tego, że byłam ciepło ubrana oraz osłonięta, było mi zimno, a podczas szybszej jazdy wręcz szczypały mnie kończyny. Ponadto żywe jest we mnie ciągle przeświadczenie, że motocykliści to „dawcy nerek”. Słyszałam też takie powiedzenie, że są oni „za szybcy by żyć, za młodzi by umierać”. To wszystko daje mi taki obraz, że wypadki wśród motocyklistów są bardzo częste i każda ich droga może być ostatnią. Czy tak jest naprawdę ? Nie wiem. Być może to wszystko jest mocno przesadzone. Natomiast nie jest na pewno odrealnione. Wiadomo, wszystko zależy od dojrzałości kierowcy, oraz innych uczestników ruchu drogowego. Natomiast trzeba przyznać, że jadąc motocyklem, często pojawia się taka pokusa, by poszarżować, co niestety często różnie się kończy. W związku z tym nie mam przekonania , co do jeżdżenia przez mojego Męża motorem. Nie chciałabym się ciągle stresować, czy wróci, czy nie. Natomiast z racji tego, że dostrzegam jego pragnienia i one są dla mnie także bardzo ważne, przykro mi czasem, że w pewien sposób je blokuję. Ale wiem też, że nie dam rady się zgodzić na takie ryzyko, a co w mojej opinii jest uzasadnione. A więc można powiedzieć sytuacja jest bez wyjścia. Aż do momentu, kiedy przyszedł mi do głowy genialny pomysł. Ponieważ zbliżała się jedna z naszych rocznic oraz okazji do świętowania, postanowiłam kupić Sebastianowi na prezent voucher na weekendowe wypożyczenie motocyklu. Pomyślałam sobie, że dla niego to będzie wielka radość, a ja będę stresować się tylko przez dwa dni. Może jakoś to wytrzymam 🙂 A jak obieca mi, że będzie jechał bardzo ostrożnie, to może nic złego się nie wydarzy. Długo trwało, jak biłam się z myślami i układałam sobie to wszystko w głowie, aż w końcu uzyskałam w tym pokój w sercu i zakupiłam Voucher. I poszło! Chyba nie musze pisać, że prezent okazał się bardzo trafiony. Radość naprawdę była wielka. Sebastian też bardzo docenił moją chęć sprawienia mu przyjemności, gdyż doskonale wiedział ile musiało mnie to kosztować, żeby się na to zdobyć. A więc pozostało tylko wybrać weekend, zarezerwować motor i ruszyć w trasę. Sebastian był tak zdeterminowany, że nawet nie zrezygnował, kiedy się okazało, że właśnie w wybrany przez niego weekend, odwiedzają nas nasi znajomi. A więc zapakowawszy przygotowany przeze mnie prowiant, mój dumny i pewny siebie Mąż ruszył w kierunku wypożyczalni, która znajdowała się na obrzeżach Krakowa, by odebrać motocykl. Ogromne było moje zdziwienie, kiedy po godzinie zadzwonił, że wraca. Okazało się, że zbyt wysoko ocenił swoje możliwości. Co prawda, prawo jazdy kategorii B wystarcza, by móc jeździć motocyklem o pojemności silnika 125 cm3 i maksymalnej mocy silnika 15 KM, ale właściciel wypożyczalni zasugerował mu wcześniejsze wykupienie kilku godzin jazd doszkalających, by zrozumieć o co chodzi w tej jeździe. A z racji, że była to już jesień, zaproponował też przedłużenie ważności vouchera na następny rok, by mógł na spokojnie wziąć sobie jazdy i przy ładnej pogodzie go wykorzystać. Oczywiście Sebastian skorzystał z rad eksperta. Przyznał mi, że trochę za bardzo chojrakował oraz, że myślał, iż skoro jako dzieci sobie radzili, to nie może to być nic trudnego. Natomiast nie jest to taka prosta sprawa, jak się może wydawać. Żeby zachować bezpieczeństwo na drodze, trzeba najpierw pewne rzeczy przyswoić i czegoś o tej jeździe się dowiedzieć. Także trzeba było poczekać jeszcze rok na spełnienie tego marzenia.

Natomiast rok później się już udało! Podczas odbytych doszkalających jazd, Sebastian rzeczywiście otrzymał dużo przydatnych informacji. Bardzo ciekawą rzeczą był mechanizm w motorze, by przy prędkości powyżej 30 km./h kręcić kierownicą w przeciwna stronę niż zamierza się rzeczywiście skręcać. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale mój Mąż mówił, że to naprawdę tak działa. W każdym razie po skończonym szkoleniu czuł się naprawdę przygotowany do jazdy, a i ja byłam dzięki temu spokojniejsza. Niestety tak czasowo się ułożyło, że motocykl wypożyczył, kiedy już lato było na ukończeniu i nie miał zbyt ciepłej temperatury na zewnątrz, co wiadomo przy jeździe tym pojazdem na odkrytej przestrzeni, gdzie przy większej prędkości wiatr uderza bezpośrednio w człowieka, ma znaczenie. Natomiast frajda i tak była pierwszorzędna.

A tymczasem pora na śmieszny, tytułowy przerywnik:

MŁODE WILKI – Skóra, Fura i Komóra

Sebastian wybrał sobie spokojne, malownicze trasy z dala od miasta, by rzeczywiście poczuć tę jazdę oraz nacieszyć oczy pięknymi widokami. Pierwszego dnia pojechał do Brzeska, a drugiego nad Jezioro Dobczyckie. Był bardzo zadowolony. Natomiast kolejny raz przyznał, że za bardzo się przeliczył, jeśli chodzi o wyobrażenia o tej jeździe. Wydawało mu się to o wiele prostsze. Natomiast po swoim doświadczeniu jeżdżenia motocyklem przez weekend stwierdził, że wymaga to jednak umiejętności oraz obycia z tym pojazdem, żeby rzeczywiście móc jeździć swobodnie. Bardzo mu się podobało, ale jeździł powoli i ostrożnie, bo właśnie nie czuł się tak pewnie, jak przy prowadzeniu samochodu. Ponadto jednego dnia Sebastian miał mnie wziąć na krótką przejażdżkę, ale ostatecznie nie chciał ryzykować. Mówił, że z dodatkowym obciążeniem, a także po prostu z drugą osobą za sobą to może być zupełnie inna jazda. A więc wolał odpuścić, z czego oczywiście jestem bardzo dumna. Ogromnie doceniam w moim Mężu to, jaki jest mądry i rozsądny. Ma swoje szalone pragnienia i wariacje, ale jak przychodzi co do czego, to potrafi wykazać się rozwagą. I całe szczęście wie, że ma do kogo wracać 🙂

Muszę też przyznać, że Sebastian w tej skórze i z tym motorkiem u boku prezentuje się bardzo dostojnie 🙂 Mój przystojniak :*


Jeśli jesteście zainteresowani i chętni , by przesłać Wam praktyczne informacje, gdzie i z czego Sebastian korzystał, lub jak zabrać się do tematu jazdy na motorze, to piszcie do nas, chętnie pomożemy.

3 myśli na temat “Zbliżając się do marzeń..

Dodaj własny

  1. A mam 🙂 Kilka lat temu w Bieszczadach przy ognisku poznałem jednego z właścicieli motocykli marki Harley-Davidson i wiem to dzięki niemu 🙂

    Polubienie

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑