W DRODZE PO MARZENIA!

CZEMU AKURAT BUSKO ZDRÓJ?

To jest bardzo dobre pytanie! Otóż od jakiegoś czasu szukamy działki w okolicach Krakowa, na której moglibyśmy prowadzić mały biznes, a konkretnie Camperpark. Od dawna marzy nam się oferować ludziom taką przestrzeń, gdzie byłoby miejsce z pełnoprawnym serwisem dla kamperów oraz niezagospodarowanym, ale dostosowanym terenem do tego, by osoby w ten sposób podróżujące mogły tam legalnie stanąć, ale zarazem cieszyć się łonem natury oraz przebywaniem z dala od zgiełku miasta. Sami podróżujemy kamperem i zazwyczaj omijamy duże kempingi, a szukamy miejsc, gdzie można zrobić serwis kampera oraz zatrzymać się i odpocząć w sprzyjającym ku temu miejscu. A więc nasze marzenie o prowadzeniu takiej działalności, które towarzyszy nam od samych początków podróżowania kamperem, zaczęliśmy wprowadzać w czyn. Za temat wzięliśmy się poczynając od szukania odpowiedniej działki, co okazało się bardzo trudną sprawą. Okoliczny rynek bardzo szybko zweryfikował nasze możliwości. Szybko zorientowaliśmy się, że koszt działki w okolicach Krakowa trzeba liczyć w milionach. Interesowały nas grunty minimum 50 arów. Ponadto dowiedzieliśmy się, że wymaganie co do uzbrojenia działki we wszystkie media, czyli w wodę, gaz, prąd oraz kanalizację, a także niewielkiej odległości od Krakowa dyskwalifikuje nas z większości dostępnych ofert. Ku naszemu zaskoczeniu, system kanalizacyjny nie jest oczywistością, nawet na obszarze miasta Krakowa. W związku z tym zaczęliśmy edukować się i zaznajamiać z tematem wykorzystania szamba do serwisu kampera. Koszty działek w okolicach Krakowa doprowadziły nas również do rozpatrywania parceli położonych w większej odległości od Krakowa, niż na początku zakładaliśmy. Muszę przyznać, że nie była to łatwa droga. Jeśli jakaś działka podobała nam się pod jakimś względem, to pod innym była nie do przyjęcia. Zawsze coś nam przeszkadzało. Musieliśmy w pewnym momencie określić sobie wymagania, z których nie możemy zejść oraz takie, z których możemy zrezygnować na rzecz innych, które są bardziej kluczowe. Do takich najważniejszych zaliczyliśmy: płaski teren minimum 40 arów, prąd i wodę na działce, walory turystyczne oraz ciche miejsce, a także otaczającą zieleń. Ostatecznie udało nam się znaleźć działkę, która odpowiada większości naszych założeń, a do tych, do których nie do końca pasuje, jest możliwość dostosowania się. Działka znajduje się w okolicy Buska Zdroju. Obecnie przymierzamy się do jej kupna, nie jest jeszcze nasza. Natomiast za zgodą właścicielki udało nam się pojechać na nią naszym kamperem podczas naszego poświątecznego urlopu, by jeszcze bardziej się jej przyjrzeć, poznać okolicę oraz tereny wokoło niej. Jeśli rzeczywiście uda nam się zacząć prowadzić tam działalność Kamperparku, to chcemy wiedzieć, nie tylko z internetu, jakie atrakcje oferuje ten teren, by móc polecać różne rzeczy naszym gościom.

A MIAŁO BYC TAK PIĘKNIE… 🙂

Tegoroczny dwutygodniowy urlop, który zgodnie z nasza tradycją wypada zaraz po świętach Bożego Narodzenia, w tym roku trochę nam się rozpierzchł. Już od samego początku nie mieliśmy ustalonego konkretnego dnia wyjazdu, gdyż sprawy formalne związane z kupnem wspominanej wyżej działki, trzymały nas w niepewności w Krakowie, powodując naszą zależność od innych osób. Natomiast, kiedy zdecydowaliśmy odpuścić i zostawić wszystkie kwestie na nowy rok, po powrocie ze Świąt, ja się rozchorowałam. Święta Bożego Narodzenia były dla nas dość intensywne ze względu na liczne spotkania z rodziną oraz przemierzanie długich dystansów samochodem, by to stało się możliwe, więc wymagało to dość dużej naszej mobilizacji. Natomiast, gdy drugiego dnia świąt zostaliśmy koło południa sami i cieszyliśmy się na wspólny pozostały świąteczny czas w zupełnej wolności, bez pośpiechu i czasowego dopasowywania się, poczuliśmy jak zaczyna schodzić z nas napięcie. Jednocześnie, zaczęłam czuć w swoim ciele coraz większe osłabienie, a po paru godzinach zaczęło boleć mnie gardło. Zaraz potem zaczęło się kichanie oraz lejący się katar, a w kolejnych dniach przeziębienie pozostawiło mnie w łóżku. Dzięki niezastąpionej opiece oraz troskliwości mojego wspaniałego Męża po 5 dniach, idealnie na Sylwestra, stanęłam na nogi. Niestety zajęło mi zatoki i jeszcze trochę się męczyłam, ale najgorsze już było za mną. W związku z tym w ostatni dzień roku ruszyliśmy w kierunku Buska Zdroju.

SZANIECKI DWÓR

W tym roku postanowiliśmy spędzić Sylwestra na zorganizowanym balu w okolicach Buska Zdrój, gdzie mieliśmy zaplanowany nasz poświąteczny urlop. Wybraliśmy Szaniecki Dwór w samym Busko Zdroju. Nie wiedzieliśmy, czego możemy się spodziewać, gdyż to był nasz pierwszy taki bal na powitanie Nowego Roku. Zazwyczaj spędzaliśmy ten wieczór sami w domu, lub będąc na wyjeździe, w hotelu lub z bliskimi na domówce. Natomiast w tym roku doskwierało mi poczucie niewybawienia, ponieważ często musieliśmy wychodzić wcześniej z wielu imprez i wesel na których byliśmy z uwagi na złe samopoczucie, chorobę lub zaplanowane sprawy następnego dnia. W związku z tym podsunęłam myśl o wybranie się na bal sylwestrowy, a Sebastian przyjął ochoczo moją propozycję. Cóż, nie jest tajemnicą, że uwielbiamy się razem bawić, a i dobrze zjeść! I muszę powiedzieć, że była to bardzo dobra decyzja! Wybawiliśmy się za wszystkie czasy. Jesteśmy przede wszystkim zachwyceni salą, która była ogromna oraz miała bardzo wygodne ułożenie. Stoły były po dwóch stronach, a w środku był bardzo duży parkiet. Krzesełka przy stołach ustawione były w odpowiedniej odległości, że w żaden sposób nie stykaliśmy się z osobami siedzącymi obok łokciami, jak to czasem bywa na tego typu imprezach. Jednym słowem, siedziało się bardzo wygodnie oraz każdy miał bardzo dobry dostęp do wszystkiego, co było na stole. Jedzenie składające się z 4 gorących posiłków było przepyszne. Oczywiście porcje były tak duże, że nie dało się wszystkiego przejeść. Natomiast my już mamy opracowany swój system na weselach, że bierzemy jedną porcję i jemy wspólnie, żeby móc wszystkiego spróbować. W innym wypadku na pewno nie dalibyśmy rady. Ja jestem oczarowana słodkim stołem, który przewyższył wszelakie moje oczekiwania. A na słodkim to ja się znam! Pracowania cukiernicza „Konkretnie nadziane”, która przygotowała słodkości sprawiła, że moje podniebienie poczuło się jak w raju. Ptysie oraz pralinkowe desery z przeróżnymi kremami to totalny sztos pod względem smaku, jakości oraz świeżości, a też kunsztownego wyglądu. Od razu po imprezie napisałam do nich z podziękowaniem i pochwałą ich wyrobów, z czego bardzo się ucieszyli. Sebastian z racji swojego zamiłowania do muzyki, natomiast nie mógł wyjść z podziwu nad zespołem „Coma”, który prowadził imprezę w Szanieckim Dworze. Na uznanie zasługuje czysty i dźwięczny śpiew wokalistki, dynamiczna gra orkiestry oraz całościowy ich kontakt z bawiącymi. Od godziny 19 do 5 ludzie nie schodzili z parkietu, naprawdę mega szacunek za ich pracę. Cieszyliśmy się również, że zabawa odbyła się z pełną kulturą i nie było zataczających się oraz wszczynających awantury pijanych osób, mimo, że alkohol był obecny. Na szczęście wszystko było z umiarem. Pan taksówkarz, który odwoził nas z imprezy opowiadał, że w innych lokalach, z których odwoził ludzi z balów sylwestrowych było niemało nietrzeźwych i uciążliwych imprezowiczów. Dlatego tym bardziej się cieszymy, że u nas było pod tym względem w porządku. Nie zapomnę też miny taksówkarza, który przyjechał po nas pod wskazany adres naszej działki, na której byliśmy ustawieni kamperem na samym jej środku i zaczęliśmy się wyłaniać z pośród zarośniętej trawy. Ja z podciągniętą długą sukienką, a Sebastian kroczący jak bocian. Musieliśmy wyglądać niczym ludzie wyłaniający się z buszu 🙂

PRZYSTAŃ KAJAKOWA WIŚLICA

W Wiślicy znaleźliśmy świetną miejscówkę dla kamperów z utwardzoną nawierzchnią, wyznaczonymi miejscami dla tego rodzaju pojazdów, z możliwością podłączenia się do prądu oraz uzupełnienia czystej wody. Widzieliśmy tez sanitariaty oraz Toi Toi. Wiadomo, wszytsko było pozamykane, a prąd i woda odłączone, gdyż sezon się skończył. Nie było tylko miejsca na zrzut szarej wody oraz kasetki „WC”. Zauważając to, uśmiechnęliśmy się do siebie pod nosem, że dla nas lepiej, bo podróżujących kamperem to miejsce może przyciągnąć, a na serwis będą przyjeżdżać do nas 🙂 Miejsce wyglądało bardzo ładnie, obok była rzeka, wiaty oraz miejsca na miejsca na zrobienie grilla.

SZLAKI PIESZE

Szlaków pieszych w okolicach Buska Zdroju jest mnóstwo. I trzeba przyznać, że nie byle jakich. Prowadzą głównie mało uczęszczanymi drogami pośród malowniczych pól uprawnych, przez liczne rezerwaty przyrody, zabytkowe miasta oraz sam Nadnidziański Park Krajobrazowy. Bardzo chcieliśmy podczas naszego wyjazdu przejść się choć jednym z nich, natomiast dość mroźne temperatury oraz występujące w tym okresie opady nam to mocno utrudniły. Drugiego dnia po sylwestrze, po odpowiednim wypoczynku, kiedy byliśmy jeszcze pełni zapału i motywacji do podjęcia wyzwania, ubrani trekkingowo ruszyliśmy odważnie do przodu.

Zupełnie nie przeszkadzało nam coraz bardziej zaniesione niebo oraz stopniowo, ale sukcesywnie wzmagający się wiatr. Momentami sceneria nadnidziańskich wsi wydawała nam się jeszcze bardziej magiczna dzięki tym zjawiskom pogodowym. Nie powstrzymały nas nawet pierwsze oznaki deszczu. Doszliśmy do Rezerwatu przyrody Przęślin, który znajduje się na niewielkim wzgórzu.

Jest to teren objęty ścisłą ochroną ze względu na gatunki roślin, które tam występują. Jego obszar mierzy około 0,72 ha, natomiast nie można po nim spacerować. Miejsce to znajduje się w pobliżu urokliwego, gotyckiego Kościoła św. Bartłomieja w Chotlu Czerwonym. Natomiast w momencie, kiedy do niego dotarliśmy, zmieniająca się ciągle na gorsze pogoda dała nam tak popalić, bez namysłu zrobiliśmy odwrót. Nawet liczyliśmy, że złapiemy „stopa” choć kawałek dojedziemy do miejsca, gdzie zostawiliśmy naszego kampera, natomiast nikt się nie zatrzymał i w konsekwencji dość mocno nas wymroziło. Bezlitosny deszcz nas nie ominął. Natomiast nieustraszeni my, pomimo przygód, jakie nas spotkały, mieliśmy jeszcze nadzieję, że innego dnia uda nam się przejść jeszcze innym szlakiem. Niestety w kolejnych dniach deszczowa aura zmieniła się na śniegową. Sprawiło to, że widoki były jeszcze piękniejsze, ale chodzenie na mrozie przy sypiącym w oczy śniegu, było ponad moje możliwości. Oczywiście podjęłam walkę, nie myślcie sobie 🙂

MIASTO BUSKO ZDRÓJ

Nie udało nam się zrobić żadnego szlaku, ale zwiedziliśmy centrum Buska Zdrój i musimy przyznać, że jesteśmy oczarowani. Piękne, odnowione budynki ciągnące się przy głównej alei, która była otoczona zielenią oraz pięknie ozdobiona świątecznymi ozdobami, mocno nas zachwyciły.

Tak przyjemnie się szło, że niemal zapomnieliśmy o szczypiącym mrozie. Za głosem mojej intuicji kulinarnej odwiedziliśmy cukiernię, która okazała się prawdziwą perełką. Kawka była taka jak lubimy, duża i mocna, a wypieki świeżutkie i niezwykle smaczne. Przesympatyczna pani, która nas obsługiwała, doradziła nam bardzo trafnie co do wyboru słodkości. Ja zajadałam się ptysiem z nadzieniem malinowym (ten sam rodzaj, co jadłam na sylwestrze w Szanieckim Dworze), a Sebastian kremówką.

Oczywiście w kolejnym dniu wróciliśmy do kawiarni, a tym razem kosztowany przez mnie był tort bezowy, który był tak wyśmienity, że czapki z głów! Ja nie przepadam za bezą, ale tu była ona tak super wpleciona jako jedna warstwa, że dodawało to delikatnej chrupkości. No i co tu dużo mówić, kawałek mistrz!

Będziemy wracać, Pani obsługująca już też nas zapamiętała 🙂 Okolice centrum Buska Zdroju również są bardzo dobrze zagospodarowane. Przechodziliśmy przez jedno z osiedli mieszkaniowych, gdzie ogromny teren między blokami był stworzony jako ogromna przestrzeń dla dzieci z placem zabaw, skate parkiem oraz boiskiem. Nie zabrakło również obok ogólnodostępnych toalet. Oczywiście wszystko było w otoczeniu zieleni. Oprócz tego widzieliśmy mnóstwo sanatoriów, uzdrowisk oraz pensjonatów. Nic dziwnego, w końcu miasto uzdrowiskowe.

STAWY HODOWLANE PZW W BUSKU ZDROJU

Na terenie Buska Zdroju odkryliśmy około 2,5 hektara stawów hodowlanych. Musimy przyznać, że zrobiło to na nas wrażenie. Ogromna przestrzeń, która jest bardzo dobrze zagospodarowana, ale też chroniona. Na teren hodowlany jest zakaz wstępu osobom nieupoważnionym. Udało nam się podjechać tylko pod tabliczkę informacyjną. Występują tam liczne gatunki ryb: leszczy, amurów, sandaczy, linów, szczupaków, płoci, okoni, karasiów oraz karpii. Także prawdopodobnie na święta Bożego Narodzenia jemy karpia z Buska 🙂

Winnica Avra

Jednego dnia musieliśmy zmierzyć się z dużym kryzysem kamperowym. Otóż przez to, że pogoda nam się diametralnie zmieniła i słońca nie było praktycznie wcale, nasz akumulator prądu, nie mógł się ładować i w związku z tym zostaliśmy bez energii. W zasadzie zbiorniki szarej wody oraz kasetka też już była praktycznie wypełniona na full, więc wszystko krzyczało, że musimy zająć się tematem. Planując urlop, byliśmy przekonani, że z pomocą przyjdą nam pobliskie kempingi, które w aplikacji Park4night widniały jako całoroczne. Natomiast nie sprawdzaliśmy tych informacji wcześniej, zakładając, że na pewno któryś z nich będzie otwarty. Niestety, okazało się, że wszystko jest pozamykane. W związku z tym szukaliśmy miejsca serwisowego w nieco dalszej okolicy. Udało się znaleźć miejsce, które było oznaczone jako posiadające serwis i przyłącze do prądu, widniejące pod tajemniczą nazwą „winiarnia”. Zadzwoniliśmy, by się upewnić i gdy Pani nam potwierdziła, że wszystko, czego potrzebujemy u nich załatwimy, postanowiliśmy nie zastanawiając się długo, że ruszamy. Mieliśmy tam blisko godzinę drogi. Na miejscu okazało się, że jest to agroturystyka prowadzona przez małżeństwo, które uprawia ponadhektarową winnicę. Co prawda, nie mieli pełnoprawnego miejsca serwisowego przystosowanego dla kamperów, ale użyczyli nam do wylania nieczystości swojego szamba, pozwolili uzupełnić wodę oraz stanąć pod domkiem letniskowym, który obecnie nie był wynajmowany. Nie mają nic wspólnego z kamperami, ale jeden z gości, który u nich nocował zaznaczył ich przedsiębiorstwo w aplikacji Park4night i od tego czasu, co jakiś czas pojawiają się u nich kampery. Taka to śmieszna historia. Mieliśmy okazję rozmawiać z mężem i w naszym odczuciu to pozytywnie zakręcony człowiek z ogromna pasją. Razem z żoną kilka lat temu kupili działkę, nie mając pojęcia o uprawianiu winnicy, jak określił „potrafili tylko pić wino”. Natomiast zaczęli się uczyć i początkowo zakładali, że będzie to tylko hobbystyczne zajęcie, nie wiedząc zupełnie jak ich to wciągnie i do jakiego stopnia się to rozrośnie. Cudownie jest poznawać takich ludzi z iskierką w oku! Mężczyzna pokazał nam piwnicę, gdzie wytwarzają wina, baniaki, których używają oraz inne specjalistyczne narzędzia. Trzeba przyznać, że wino unosiło się w powietrzu. Mimo, że z racji naszej Krucjaty Alkoholowej Wyzwolenia Człowieka, którą mamy podpisaną, nie mogliśmy skorzystać z jego gościnności i skosztować ich wyrobów, czujemy się ugoszczeni i ubogaceni tą wizytą. Na pewno wrócimy do nich jeszcze wiosną, kiedy ich tereny będą wyglądać jeszcze piękniej.

OLEJARNIA ZAGŁOBY

Dzięki właścicielowi Winiarni Avra dowiedzieliśmy się o kolejnym miejscu wartym odwiedzenia, a mianowicie o Olejarni Zagłoby, która znajduje się również niedaleko Buska Zdrój. Kiedy tam przyjechaliśmy, dowiedzieliśmy się, że za mniej więcej 3 godziny będzie tłoczenie olejów, na które serdecznie jesteśmy zaproszeni, jeśli mamy ochotę. Długo się nie zastanawiając szybko zmieniliśmy plany zawinąwszy się do pobliskiej restauracji na obiad, żeby przyjechać później na to wydające się nam ciekawe wydarzenie. Natomiast w międzyczasie plany nam się zmodyfikowały i zdecydowaliśmy się wrócić wcześniej do Krakowa, a w związku z tym nie zdążyliśmy na „pokaz”. Ale udało nam się kupić olej w lokalu, w którym jedliśmy obiad, gdyż współpracując ze sobą wspierają się lokalnie, co też bardzo nam się spodobało.

RESTAURACJA HEKSAGON

A odkryliśmy to miejsce właśnie dzięki wcześniejszej wizycie w Olejarni, ponieważ na ich ogrodzeniu wisiał szyld z reklamą restauracji oraz z informacją, że wykorzystują w kuchni ichniejsze oleje. Dlatego też pomyśleliśmy, że warto się tam udać na obiad. I absolutnie się nie myliliśmy. Miejsce jest cudowne! Ogromny teren, ze stawami, gdzie można łowić ryby oraz uprawiać wodną rekreację, a także spacerować wśród dzikiej przyrody.

Ponadto oprócz restauracji jest tam cały kompleks hotelowy oraz miejsce do integracji i konferencji. Jedzenie było wyśmienite. Lokalna zupa – świętokrzyska zalewajka była przepyszna i bardzo przypominało mi zalewajkę, którą gotowało się u mnie w domu. Sebastian nie zna tej zupy, w jego stronach się tego nie jadało.

Ma to sens, świętokrzyskie województwo jest w połowie drogi z Krakowa do Piotrkowa Trybunalskiego, a Kalwaria Pacławska w zupełnie przeciwną. Udko z kaczki wręcz rozpływało się w ustach i tak samo pierogi z kaczką i wędzoną śliwką – cóż za połączenie!

Żałuję, że nie było ani czasu ani miejsca w brzuchu na deser, bo na pewno byłyby to kolejne dzieła sztuki. Natomiast jak się domyślacie – na pewno tam jeszcze wrócimy!

Zbiornik Retencyjno – Rekreacyjny w Radzanowie

Prawie na sam koniec trafiliśmy na jeszcze jedno bardzo ciekawe miejsce, które nas bardzo ucieszyło. Okazało się, że w niedalekiej odległości od Buska Zdrój trwają prace nad rewitalizacją Zbiornika Retencyjno Rekreacyjnego w Radzanowie.

Wygląda to naprawdę czadowo! Jest to obszar blisko 11 hektarów wody, z przystosowanym miejscem do wypoczynku oraz uprawiania sportów wodnych takich jak: żeglarstwo, kajakarstwo oraz rowerki wodne. Dostrzegliśmy też tam wyznaczone miejsce dla kamperów, ale podobnie jak w Wiślicy, bez serwisu. Tutaj również zatarliśmy ręce, mając nadzieję na to, że to tylko sprawia, że tereny, w których planujemy stworzyć Camperpark, rozwijają się, a co za tym idzie stają się coraz bardziej atrakcyjne i istnieje duża szansa, że będą przyciągać więcej ludzi, również tych podróżujących kamperem.

JEEPEM PO DZIAŁCE!

Z racji tego, że zdecydowaliśmy wrócić wcześniej do Krakowa, a został nam jeszcze jeden wolny dzień, postanowiliśmy pojechać do Buska Jeepem i pojeździć po naszej działce. Gdy wjeżdżaliśmy kamperem, by stanąć na środku nieutwardzonej i zarośniętej trawą działki w głowie już mieliśmy różne scenariusze. Mimo, że uspokajał nas fakt, że na działce naprzeciwko nas widzieliśmy ciągnik, który potencjalnie mógłby nas wyciągnąć w wypadku awarii, nie odejmowało nam to adrenaliny. Natomiast wszystko skończyło się szczęśliwie, bez problemu wjechaliśmy i wyjechaliśmy. Oczywiście trzeba było wykazać się opanowaniem oraz dostosować odpowiednią technikę, ale mój Mąż akurat jest w tym absolutnym mistrzem. Natomiast kiedy przyjechaliśmy na działkę autem terenowym, nie musieliśmy się niczego obawiać, także eksplorowaliśmy ją wzdłuż i wszerz na zupełnym luzie. I musimy przyznać, że jeszcze bardziej się nam ona spodobała!

PRZYSMAK ŚWIĘTOKRZYSKI

Czy ktoś wie co to jest przysmak świętokrzyski? Pamiętacie z dzieciństwa? Ja bardzo dobrze, od razu jak zobaczyłam to będąc w sklepie, wróciły mi wspomnienia. Oczywiście nie mogłam się oprzeć i kupiłam 🙂 Jak byłam mała i się tym zajadałam, nie miałam pojęcia, że to pochodzi z tego regionu. Przywoływanie miłych rzeczy z dzieciństwa sprawia mi wielką radość. To taki powrót do beztroskiej radości, za którą w dorosłym życiu tak często tęsknię.

NASZE WRAŻENIA PO POWROCIE

Jednogłośnie stwierdzamy, że jesteśmy bardzo zadowoleni z naszego pobytu w Busku Zdrój i w jego okolicach. Mimo tego, że był on okrojony czasowo przez najpierw poświąteczne komplikacje zdrowotne, a potem ponoworoczne sprawy rodzinne, mamy poczucie, że bardzo dużo tam zobaczyliśmy i doświadczyliśmy. Oboje stwierdzamy, że dobrze wykorzystaliśmy ten czas. Może do końca nie dało się odetchnąć tak jak sobie to wyobrażaliśmy z uwagi na ważne dla nas sprawy, które trzymały nas w łączności z bliskimi, ale pod względem odkrywania ciekawych miejsc w okolicach Buska Zdrój było dokładnie tak, jak chcieliśmy. Z uwagi na planowaną przez nas w tym miejscu inwestycję, było to nasze główne założenie tego wyjazdu, które udało się spełnić chyba w jeszcze większym stopniu niż myśleliśmy, że uda nam się to zrobić. Dzięki temu jeszcze bardziej utwierdziliśmy się, że jest to odpowiednie miejsce. Tereny są naprawdę przepiękne. Cisza, spokój oraz otaczająca natura sprawia, że głowa tam odpoczywa, a ciało w pełni się regeneruje. Domyślamy się, że wiosną oraz latem, kiedy przyroda zaczyna nabierać żywych kolorów, tutejszy klimat jest jeszcze piękniejszy. Nie możemy się doczekać, jak to zobaczymy na własne oczy. Pobyt w Busku Zdroju napełnił nas nadzieją, że miejsce to jest naprawdę warte zainteresowania dla naszych potencjalnych gości Kamperparku ze względu na unikatowe krajobrazy, sprzyjające warunki rozwojowi turystyki karawaningowej oraz panującą tam sielską atmosferę. Trzeba wspomnieć, że na tych terenach znajduje się również wiele zabytków, co czyni to miejsce nie tylko wyjątkowym dla miłośników przyrody, ale także dla pasjonatów zabytków. Mamy też świadomość, że będąc w tych okolicach zaledwie parę dni, widzieliśmy tylko cząstkę atrakcyjnych miejsc, a jest ich o wiele więcej. To tylko napawa nas optymizmem, że skoro tych kilka rzeczy nas tak zachwyciło, z resztą będzie podobnie. Zatem wróciliśmy do Krakowa pełni radości, nadziei oraz motywacji do działania z Kamperparkiem. Przed nami mnóstwo pracy, trzymajcie kciuki! Na pewno będziemy w jakiś sposób relacjonować nasze prace! Jeszcze nie wiemy jak, ale coś wymyślimy 🙂 Zachęcamy do śledzenia nas w mediach społecznościowych – Instagram i Facebook 🙂

4 myśli na temat “W DRODZE PO MARZENIA!

Dodaj własny

  1. Dzień dobry! My byliśmy kiedyś w Busku Zdrój z rodziną na wczasach i bardzo dobrze wspominamy tam pobyt. Ciekawe miasto, uzdrowisko. Przepiękny park zdrojowy, wspaniałe posiłki na mieście. Pamiętam spacery, zwiedzanie muzeum miasta, a ponadto koncerty w uzdrowisku, bo było to lato. I oczywiście wypad do Kolegiaty w Wiślicy, wspaniałe zabytki itp. Powodzenia na nowej drodze…marzeń. Ireneusz

    Polubienie

    1. Dzięki Ireneusz za te słowa! Biorąc pod uwagę to, że mamy podobną wrażliwość na piękno otaczającego nas świata, Twoja opinia jest dla nas ważna! W takim razie mamy nadzieję, że uda się Wam do nas przyjechać, jak już zaczniemy działać. Swoją drogą my również chętnie odwiedzimy pewne Ranczo 🙂

      Polubienie

  2. To ja polecam stosunkowo niedaleko od Waszej posiadłości: Szydłów (byłem raz w dzieciństwie, ale mocno zapadło mi w pamięć miasto otoczone murem jak średniowieczny zamek), bizony w Kurozwękach i Pacanów (chyba, nie trzeba tłumaczyć dlaczego 😉

    Polubienie

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑